Zgromadzone zapasy jedzenia to coś, co chyba najbardziej się kojarzy z przygotowaniami do trudnych czasów. I to pomimo faktu, że ważniejsze jest zapewnienie sobie bezpiecznego schronienia, ciepła i wody.


Jeśli przeszukamy internet pod kątem tego, jakie jedzenie gromadzić – to większość odpowiedzi będzie się koncentrować dookoła haseł „dania gotowe, fasola, kasza, makaron”. I co do zasady nie będzie to błąd. Ale gdzieś za takimi odpowiedziami siedzi milczące założenie gromadzenia zapasów do domu. A to nie musi być prawda – w niektórych sytuacjach kryzysowych będziecie musieli się ewakuować. W takich sytuacjach zapasy bardzo przydatne do domu okażą się mało wygodne do zabrania ze sobą.

Co zatem przygotować, żeby niemądrze nie wydawać pieniędzy ?

Najbardziej 'kryzysowym’ pożywieniem są racje ratunkowe typu „Seven oceans”. Przechowywane między innymi na łodziach ratunkowych czy używane podczas wielkoskalowych katastrof, takich jak trzęsienie ziemi . Odpowiednio kaloryczne, smakują podobnie do chałwy, ale bez witamin i makroskładników, i na dłuższą metę monotonne. Nie wymagają przyrządzania, mają bardzo długi czas przydatności do spożycia.

Jeśli Wasz scenariusz kryzysowy zakłada ewakuację – to podstawą wyżywienia powinny być dania liofilizowane, orzechy i suszone owoce. Liofilizacja, czyli ekstremalne suszenie, pozbawia posiłek wody i czyni go praktycznie niewrażliwym na zepsucie. Trwałość takich gotowych dań przekracza 10 lat. Do przygotowania liofilizowanego posiłku wymagane jest tylko dodanie gorącej wody, nie ma konieczności rozstawiania skomplikowanych rozwiązań kuchennych. Porcja 2500 kcal zróżnicowanego jedzenia w takim formacie waży poniżej kilograma. Wadą jest relatywnie wysoka cena liofilizatów.

Część osób gromadzi na czas kryzysu rozmaitego rodzaju racje wojskowe. Najpopularniejsze są amerykańskie MRE (Meal Ready to Eat). Z najlepszej jakości i smaku słyną racje francuskie, włoskie i z państw skandynawskich. Czas przechowywania – do kilku lat, a to oznacza, że wewnątrz jest bardzo duża ilość konserwantów i innych środków chemicznych, na dłuższą metę nieobojętnych dla zdrowia. Całodzienne wyżywienie, czyli jedno MRE, to ponad 2 kilogramy, do tego dostajemy na koniec masę plastikowych śmieci do utylizacji.

Własne przetwory, zapasy makaronu, kaszy, płatków, warzyw – to najzdrowsze rozwiązanie. Sami kupujemy ( i wiemy co kupiliśmy), sami przygotowujemy. Dania przechowywane w słoikach po pasteryzacji wytrzymują dwa-trzy lata, ale jeśli poświęcimy czas i energię na tyndalizację (czyli trzykrotną pasteryzację) – to dziesięć lat trwałości jest całkowicie realne. Wadą takich przetworów jest zajmowanie przez nie sporej objętości.

Kolega opowiadał mi, jak w 2021 roku dopadła go infekcja wirusowa, i przez trzy tygodnie całą rodziną zjadali tylko to, co mieli przedtem świadomie zgromadzone w domu. Czuł się przygotowany. Ale po wyzdrowieniu mówił „Najgorsza była monotonia posiłków – ciągle to samo”. Oznacza to, że samodzielnie zgromadzone i przygotowywane zapasy jedzenia muszą być mocno różnorodne.


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *