Kilka dni temu podczas porządków znalazłem starą nawigację samochodową GPS. Pamiętam do dziś okoliczności jej zakupu w roku 2010 – zdecydowałem się na nią po tym, jak pobłądziłem w pięknym Zamościu i zorientowałem się w pomyłce dopiero kilka kilometrów za miastem.
Nawigacja służyła mi przez około 5 lub 6 lat, nie tylko podczas jazdy samochodem ale również do geocachingu, aż została zastąpiona przez telefon z nawigacją zwany smartfonem.
Dziś jest tylko kawałkiem elektronicznego złomu, możliwym do uruchomienia, ale o bardzo ograniczonej funkcjonalności. I przede wszystkim – jako urządzenie elektroniczne -po wyczerpaniu się baterii staje się bezwartościowe. Podobnie jak smartfon.
A w pudełku na półce mam mapę Tatr z lat 70 ubiegłego stulecia, którą moja Mama dostała podczas swojego wyjazdu studenckiego. Prawdopodobnie niektóre szlaki mają inny przebieg, drogi być może też, Zakopane rozbudowało się mocno. Ale nadal będzie użyteczna podczas wędrówki.
Stara mapa, mająca lat 50, nadal jest funkcjonalna. Stara elektronika sprzed lat 15 już nie.
Czy korzystać z elektroniki? Oczywiście że tak. Dzięki nawigacji w smartfonie szybciej zorientujemy się, gdzie jesteśmy, a mając porządną aplikację nawigacyjną możemy zaplanować i monitorować wędrówkę w łatwiejszy sposób, niż korzystając z mapy klasycznej.
Ale czy na urządzeniach elektronicznych warto opierać swoją strategię przetrwania? Dla mnie to zbyt ryzykowne.

Dodaj komentarz